#linux #windows #manjaro…

#linux #windows #manjaro #ubuntu #antergos #kde #xfce #linuxtogowno #awindowsjegobrataledziala
Jak rok temu twierdziłem że Linux to proteza, tak zdania nie zmieniam do dziś. I jeśli ktoś mi jeszcze raz powie, że Linux jest bezproblemowy i każdy newbie go okiełzna- niech się wali na ryj, serio.
Ostatnio (no huh, tydzień temu) postanowiłem ostatni raz spróbować z Linuksem, bo czemu nie. Wcześniej walczyłem na Alienware ale wgranie tam sterowników było pierolonym wyzwaniem, toteż po kilku dniach uznałem, że pirdole. Ale teraz mam starego Thinkpada x220 zgodnego ze wszystkim do bólu, więc co może pójść nie tak? ku*wa wszystko bo to Linux.
Na początku wleciało Xubuntu, bo szukałem czegoś stabilnego i powiedzmy, że lekkiego. Z XFCE miałem styczność wcześniej więc wydawał się idealny. I co- gówno, bo już na starcie czegoś mu brakowało. A to sypał dźwięk, a to dedykowane klawisze do dźwięku nie działy, a to system chodził jak by miał zaraz dostać wylewu. Brak ustawień touchpada to też spory minus.Grub chociaż działał, toteż mogłem sobie wrócić do Windowsa. Aha no i były cuda ze stacją dokującą (co z tego że ta działa nawet pod biosem)
Potem wleciał Kubuntu- bo tak, bo KDE wydawało się ładne. I było ładne. Szkoda tylko że przygoda również się skończyła na dźwięku- bo ten mimo że był, to system twardo sugerował że nie wie o jakim urządzeniu mowa. Co z tego że kilka sesji wcześniej wszystko działało. Gdzieś przeczytałem żeby ruszyć alse- ku*wa, jak już ją ruszyłem tak do systemu nie wszedłem już nigdy, zdechło wszystko. Demont prędkości to też nie był, dało się to odczuć.
Ale nic to, nigdy nie byłem fanem Ubuntu, a już zwłaszcza tego śmiesznego instalatora który nic nie widzi jak mu się nie pomoże 20 linijkami tekstu. Kogo ja chciałem oszukać.
Pozostał więc klasyk który pamiętam z Aliena- Manjaro i Antergos. Te to szanuję, bo w AUR jest wszystko czego potrzebowałem. Szkoda tylko że na potrzebach się oczywiście kończy.
Manjaro sobie było przed dłuższy czas- jak to Linux, oczywiście nie chciał zainstalować spotify i kilku pierdół, ale po zmarnowanej godzinie życia się udało. Kuwa super, na Windowsie to samo zajełoby 20 sekund. Ale dobra, działa, jebć. Wyskoczył octopi, że chce coś zaaktualizować, dobra spoko. Reboot, trup. Nie działa, nie i chj. Pominę co się działo wcześniej- czego nie zainstalowałem to trzeba było sprawdzać potem czy środowisko się załaduje- bo bywało tak, że po logowaniu nie działo się nic przez np. wine, czy jebaą zmianę skórki ładowania systemu. To był moment gdzie po zmianie tapety robiłem restart z nadzieją, że ten system w ogóle wstanie po tak drastycznej zmianie. Potem doszedł jakiś problem że przeglądarki uruchamiało godzinę (mimo SSD), oczywiście rozwiązań szukać na próżno, a jeśli już to klasycznie w nerdowskim języku którego normalny człowiek nie rozumie.
A potem padł dźwięk jak na ubuntu. W sensie był, ale system udawał że nie widzi, bo ku*wa tak.
Antergos dawał dupy na KDE jeśli chodzi o czcionki, raz że jakieś wielkie z kosmosu to tych w Operze nie dało się zmienić. Oczywiście zmiana systemowych też nie działała, bo po co.Więc też olałem mimo, że to chyba jeden z najszybszych jak dotąd systemów, poza tym detalem (no, i tym że KDE wysrywało się samo z siebie podczas pracy). Aha, no i straciłem oczywiście Windowsa, bo grub czy inne cudo w ogóle odmówiło współpracy, nie widzi i koniec. os probery i inne gówna milczą. Potem to wiadomo, bootrec jak zwykle daje dupy więc można zapomnieć o mbr czy bocie.
Przygoda z mintem była krótka, ale też coś w nim nie działo (a jakże). Chyba po prostu pracował wolno, było to odczuwalne.
Debiana ściągnąłem w wersji stable i to był chyba największy błąd. Nie przebrnąłem nawet przez instalator, bo nie działało absolutnie nic. A ja byłem zbyt leniwy na to.
Koniec końców, po tygodniu zastałem klasyczny widok Windowsa, bo potrzebuje sprzętu do pracy a nie babrania się w terminalu w pogoni za nie działającym detalem. Pół godziny optymalizacji i to wszystko najzwyczajniej w świecie DZIAŁA. Bateria trzyma 5h zamiast 3,5h, wydajność nie spada, wszystko pracuje cicho i stale.
Nie wiem czy to fart czy umiejętności. Nie mniej sądzę że jeśli sam mam problemy z tym OSem, to naprawdę współczuje newbie który dał się porwać na frazesy pokroju „user-friendly” bo to pierd*lone kłamstwo.
Można mówić o Windowsie jak to inwigilujo, jak to aptejty ściąga bez wiedzy, że coś zamula. I to jest prawda, tyle tylko że mając do dyspozycji kilka aplikacji można ten system postawić do pionu w 10minut i to będzie DZIAŁAĆ. Aktualizacje? wyłączyć, telemetrie? wyłączyć, że zamula i sypie bsody? sprawdzić sprzęt, bo sprawny sprzęt nic nie wysypuję.
A Linux? po tygodniu męczarni jeśli coś nie zdąży się wysrać przy zmianie ikonek, to mooże i się odwdzięczy stabilną pracą. Tyle że koniec końców i tak trzeba będzie ssać wine czy mieć windowsa obok bo oczywiście czegoś zawsze będzie brakować, po prostu zawsze.
Pora obadać temat Hackintosha…